Szklanka do połowy pełna...

14 gru 2021

Dla niektórych zawsze świeci słońce… Usłyszałam kiedyś, ale nigdy nie wyznawałam tego jako swojej prawdy. Jestem zdania, że niektórzy mają taką aurę, jakby stale świeciło im słońce. Widzą więcej dobrych, niż złych stron. Uwypuklają zalety i biorą się za napotykane wyzwania i problemy, traktując je jako nieodłączną część biznesu i nie zrzucając odpowiedzialności na los, złośliwość świata czy pogodę. Jakże było mi miło, gdy przekroczyłam próg domu mojego rozmówcy i pierwsze co zobaczyłam, po stanowczym uściśnięciu dłoni, to promienny uśmiech.

Grzegorz Bryła
Polska

Jak dbamy, tak mamy

Pan Grzegorz Bryła to hodowca z wyboru. Pewny siebie. Twardo stąpający po ziemi. Jednocześnie z poczuciem ogromnej satysfakcji z wykonywanej pracy. 90 minut wywiadu i… żadnego niepokoju w głosie czy narzekania. I nie oznacza to wcale, że biznes pana Grzegorza Bryły idzie jak po przysłowiowym maśle. Problemy były i są. Pandemia, ptasia grypa w okolicy, która na ponad 3 miesiące zablokowała produkcję, poważna awaria prądu w czasie upałów. Do tego dochodzi niesprzyjająca koniunktura w hodowli indyka, która przez dwa lata prowadzenia działalności jeszcze nie pozwoliła zobaczyć zysków. 

Hodowla pana Grzegorza to głównie kurniki i indycznik – łącznie 9 obiektów. I to wszystko na dwóch fermach w miejscowościach Bystrek i Nacesławice, położonych w sąsiadujących ze sobą powiatach województw łódzkiego i wielkopolskiego.

Należy dodać, że powstałe obiekty oraz całe know-how o hodowli to nie rodzinna spuścizna. To efekt ambicji właściciela i ryzyka podjętego przez ośmioma laty. Część obiektów powstała we współpracy z działem rozwoju agrobiznesu Agra-Matic firmy De Heus, który wsparł wiedzą i doświadczeniem tę inwestycję.  

Zarządzaniem fermami zajmuje się rodzina Grzegorza Bryły, łącznie 3 osoby, każdy odpowiedzialny za inną część hodowli. Wydaje się, że słowo „odpowiedzialny” jest tu kluczem, ale o tym za chwilę.

Kiedy pytam na czym polega zarządzanie fermą, widzę uśmiech. A odpowiedź pana Grzegorza wcale mnie nie dziwi. Jak brzmi?

- To solidna, pieczołowita, codzienna praca na fermie. To nie zarządzanie przez pryzmat komputera, systemów. To roboczy strój, kalosze i praca ze zwierzętami, bo przecież należy o nie dbać najlepiej – słyszę, lecz czy dodałam wcześniej, że jest to 100 tys. ptaków na rzut? - Sprawdzanie ściółki, wentylacji, obserwacja zwierząt, oglądanie łapek, monitorowanie spożycia paszy to codzienność.     

 

Czy to klucz do sukcesu? – pytam mojego rozmówcę.

- Robimy wszystko, co w naszej mocy, by dopilnować hodowli. Ale fakt jest taki, że czasem zdarzy się coś niezależnego od nas i… uczymy się na błędach, zawsze. Wyznaję zasadę, że jak dbamy, tak mamy - kontynuuje hodowca.

Kiedy w końcowej części rozmowy pada stwierdzenie: - Serce i oko musi być do tego biznesu, dokładnie wiem, co pan Grzegorz Bryła ma na myśli. Z jednej strony to radość z hodowli, z drugiej stałe jej doglądanie. I właśnie ta odpowiedzialność za swoją pracę, za podejmowane decyzje, branie spraw w swoje ręce pozwala mieć poczucie, że robi się wszystko co trzeba, co można. Konkluzja mojego rozmówcy brzmi jak mantra - Takie jest rolnictwo i trzeba się z tym liczyć. Nie mamy na wszystko wpływu i nie mam zamiaru się tym codziennie zamęczać. Bo codzienność to również rodzina, żona, dzieci, których rysunki wiszą w gabinecie i o których Pan Grzegorz opowiada z dumą. To piękny, zadbany ogród i pasje, na które zdecydowanie należy znaleźć czas, by z jednej spojrzeć na swoje dokonania a z drugiej, by zachować ten dystans, udzielający się optymizm i radość z hodowli.     

Współtworzymy polskie, dobre, nowoczesne rolnictwo - myślę po wywiadzie. I wracam do biura, kreśląc scenariusz na kolejną rozmowę i czekając na mojego rozmówcę.